Popularne posty

środa, 26 lutego 2014

tak trochę z innej beczki ;)

  Ponieważ mam już swoje lata więc nie piszę często o  ... makijażach. Zastanawiałam się jednak ostatnio właśnie nad tym i doszłam do wniosku, że tak naprawdę takie tematy makijażowe są dla kobiet w każdym wieku. Więc mimo, że niedługo (za jakieś siedem miesięcy) stuknie mi czterdziestka :p postanowiłam się podzielić kilkoma rzeczami na blogu.
  Po pierwsze bardzo lubię blogi makijażowe, kosmetyczne i czytając je bardzo dużo z nich wyciągam dla siebie.
   Po drugie - dzięki takiej lekturze przestałam się bać eksperymentów czy urozmaicania mojego sposobu malowania się ;) Kiedyś moje oko było jednokolorowe, bardzo rzadko używałam cieni, najczęściej kredki w kolorze czarnym. Teraz nauczyłam się nie bać się kolorów i pokochałam cienie. Jeszcze moje makijaże nie są tak perfekcyjne jak widzę na wielu blogach ale.. są moje więc cieszę się z każdego z nich.
  Po trzecie zaczęłam używać jak już wspomniałam cieni, ale także takich sypkich, pigmetów oraz brokatów.
  Po czwarte po pozytywnych opiniach na temat utrwalacza makijażu Duraline firmy Inglot postanowiłam i jego dodać do swoich makijaży. Niestety nie jest to łatwa sprawa kupić ten płyn więc kupiłam "elf" utrwalacz makijażu. Dzięki niemu z cieni sypkich czy brokatu mogę stworzyć magiczne eye linery :) i praktycznie w każdym kolorze :)




moje makijaże
jak pisałam nie są idealne ale.. mnie cieszą ;)



cienie sypkie, brokat
utrwalacze czyli duraline i elf



palety :)

 Ostatnio w naturze mieli fajną promocję bo pigmenty essence za 3,99 zł  a niektóre za 2,99 zł
więc zaszalałam i kupiłam kilka kolorów :D

piątek, 31 stycznia 2014

zimno wszędzie... biało wszędzie...

Zimno wszędzie...
     biało wszędzie...
                                         co to będzie ....
                                          co to będzie ...


             Zima opanowała nasz świat. Ostatnio zastanawiałam się, że odkąd zamieszkałam tu, zimy oglądam inne. Kiedyś zimy były lżejsze, mniej widoczne ... no ale mieszkałam wtedy w wielkim mieście ;)
a teraz? Rzadko zdarza się, żeby nas nie zasypało czy nie zawiało. Zazwyczaj mamy problemy z dojazdem do domu, ponieważ pługi jednak nie jeżdżą tak często jak by się chciało, co jest całkiem zrozumiałe, przy takiej ilości dróg nie mogą bywać tylko na mojej drodze :p

            Siedzę i słyszę wycie wiatru. Jest dość nieprzyjemnie na dworze. Takie trafiły się nam ferie, że dzieci więcej chorują niż korzystają z uroków zimy ;) . Choć uroków powinnam napisać "uroków" bo co to za atrakcja kiedy wieje silny, przenikliwy wiatr, który powoduje, że człowiek kostnieje dość szybko.

             Śniegu mamy tyle , że ho ho. Na podwórku  czy drodze zaspy co najmniej do kolan. A wiatr nadal wieje. Czytałam że w porywach ma do 50km/h. Szczerze? W porywach? W jakich porywach? Ja niezbyt widzę różnicę pomiędzy tym jak wieje 'normalnie' a jak ma te swoje "porywy" :P










zdjęcia robione przedwczoraj :D
niestety z braku lepszego modelu aparat w telefonie poszedł w ruch ;P













tak było około dwóch tygodni temu :)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

... smutno .... smutniej ... czyli cała prawda o życiu ;)

-> brak wiary we własne możliwości
-> nieuzasadnione poczucie winy i bezwartowości
-> zaniżona samoocena
-> obniżenie nastroju
-> niezdolność do odczuwania radości
-> zmniejszenie zainteresowań i zdolności do przeżywania przyjemności
-> poczucie bycia ciężarem dla innych osób
-> koncentracja na porażkach i samych negatywnych aspektach własnego życia
-> pesymizm i utrata nadziei ( pesymistyczne, czarne widzenie przyszłości)
-> myśli samobójcze ( powracające)
-> trudności w podejmowaniu decyzji
-> zaburzenia pamięci i koncentracji uwagi
-> zaniedbywanie codziennych obowiązków
-> poczucie zmęczenia i utrata energii do życia
-> spowolnienie ruchowe
-> uboga mimika, monotonny głos, przygarbiona sylwetka
-> problemy ze snem ( bezsenność lub zbyt duża potrzeba snu)
-> spadek libido
-> zaburzenia łaknienia ( apetyt jest nadmierny lub osłabiony)
-> spadek lub wzrost wagi
-> problemy z menstruacją
-> bóle głowy

  Dlaczego wymieniłam te wszystkie problemy? Ponieważ podobno co szósta osoba ma ryzyko zachorowania na depresję. Diagnoza depresji wcale nie jest łatwa, o czym możemy się przekonać czytając wszelkie informacje dostępne w internecie na ten temat. Dowiadujemy się też, że nie istnieje żaden test ( miarodajny), który potwierdziłby obecność depresji, każdy test inaczej interpretuje wyniki. Nie jestem lekarzem więc nie potrafię dokładnie wyjaśnić na czym to wszystko polega, wiem tylko, że depresja to groźna choroba. Kiedy w swoim życiu zaobserwujemy co najmniej pięć z wyżej wymienionych objawów, które trwają minimum dwa tygodnie (wszystkie w jednym czasie) to warto zastanowić się nad odwiedzeniem lekarza. W informacjach na temat depresji znajdujemy tekst ..." Depresja narasta powoli i niepostrzeżenie. Stopniowo obniża się nastrój..." Smutek jest coraz większy i zaczyna dominować w życiu.

   Warto poszukać więcej informacji :
http://www.depresja.net.pl/
http://www.depresja.pl.pl/
http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,105912,9075335,Depresja.html
http://portal.abczdrowie.pl/szukaj/depresja

  Dlaczego w ogóle zaczęłam ten temat? Powód jest bardzo prosty. Ja na większość wymienionych punktów mogę odpowiedzieć TAK. TAK właśnie dzieje się w moim życiu. Do tego mogę również dorzucić płacz. Od chwili otwarcia oczu mam w nich łzy przez cały dzień, mogę przepłakać życie. Nie mam siły do życia, "ręce mi opadają", a noce choć przespane to jednak nie wypoczywam. Wstaję zmęczona, mogłabym spać przez cały czas. Widząc u siebie takie rzeczy zrobiłam bardzo rozsądny krok sięgnęłam po ziołowy lek na depresję - Relewium.

  Mam wrażenie, że to mi się nasiliło. Chodzi mi o taki stan depresyjny. Kiedyś byłam smutna, ale nie mogę powiedzieć, że to były objawy depresji. Jednak od września jestem zdecydowanie smutniejsza i słabsza ( nie mam siły do walki). Skąd wiem, że to od września? Wcześniej oczywiście też obserwowałam niepojące oznaki, ale to od czasu kiedy dzieci poszły do szkoły bardziej mnie "złapało".

  Czasem chciałabym znów być dzieckiem....
 Stresy życia codziennego dorosłej osoby zbyt wpływają na psychikę, osłabiając jej siły.

   Oczywiście wiem, ze czeka mnie jednak wizyta u lekarza, ale na razie po tabletkach widzę delikatną poprawę :) co mnie oczywiście cieszy.

poniedziałek, 23 września 2013

Przykro mi... :( takie moje pożegnanie...

   Przyjaźń? Czy wogóle istnieje przyjaźń między kobietą a mężczyzną? Czy to jest tylko mrzonka? Zawsze myślałam, że taka przyjaźń jest możliwa, że ze swoim przyjacielem mogę o wszystkim porozmawiać, pożartować, pośmiać się czy popłakać. Jednak jakiś czas temu przeczytałam słowa, które niesamowicie wpadły w mój umysł. Ktoś mi powiedział, że nie ma przyjaźni między kobietą a mężczyzną, bo przeradza się ona w coś innego. Zaczęłam o tym myśleć. Doszłam do wniosku, że w sumie ma rację. A ja mam i tak takie pogmatwane życie, że nie mogę bezkarnie wciągać w nie innych.
  Boli mnie od jakiegoś czasu "serce". Jest mi przeraźliwie smutno. Życie nie daje o sobie zapomnieć. Codzienność dobija mnie. Moja codzienność. Usłyszałam niedawno słowa "Bo Ty widzisz tylko te złe, smutne chwile swojego życia, naszego życia"... . Hmmmmmm.... czy ja widzę tylko te złe? W sumie nie! Dostrzegam i te dobre, niestety tych gorszych było tyle, że "przykryły" grubą patyną te inne. Smutno mi :(
   Zostałam zmuszona przez życie do zerwana kontaktów z moim światem. Skarżę się? W sumie tak trochę się skarżę. Zostałam "sama" ze swoimi myślami. Zostałam sama z moim bólem. Zostałam sama ze swoim strachem.
   Muszę przyznać, że tak ! Boję się! Nie wiem co będzie dalej. Tak szczerze mówiąc nie widzę już szans na to żeby było inaczej, lepiej. Boli mnie kiedy pomyślę, że osoby z którymi utraciłam kontakt mogą o mnie źle myśleć. Chciałabym, żeby były szczęśliwe, to ucieszyłoby mnie najbardziej. Tego im z całego serca życzę. I oby ich życie nie było tak pokręcone jak moje, chyba, że w takim pozytywnym sensie. Mogę tylko napisać: Przepraszam za wszystko...  :(

sobota, 31 sierpnia 2013

byś coś napisała leniuszku ... :P

  Faktycznie już jakiś czas zbieram się za napisanie czegoś ;) zbieram się i zbieram i zebrać nie mogę. Dziś znów nietypowo bo zdjęciowo. Pewnie niewiele z Was wie, że uwielbiam zdjęcia. Jestem fascynatką pięknych fotografii i sama bym chciała być tak uzdolniona jak wiele moich znajomych, które mają wprost niezwykłe, rewelacyjne zdjęcia. Fakt, niestety finansowo u mnie kiepsko i nie mam lustrzanki ani żadnego fajnego czułego aparatu. Miałam kiedyś zwykłą, najzwyklejszą cyfrówkę lecz niestety zaczęła mi prześwietlać zdjęcia. Pozostało mi na razie robić zdjęcia aparatem z telefonu.
   Uwielbiam zdjęcia przyrody, ale i krajobrazów :)
Moim wielkim, największym marzeniem jest kiedyś zdobyć taki fantastyczny aparat, którym mogłabym robić mega zdjęcia :)

 Na razie macie efekty moich "telefonowych" pstrykań :)














to takie zdjęcia z naszej ostatniej wyprawy pod namiot nad jezioro :)

wtorek, 27 sierpnia 2013

Konkurs Toldinki i Pierre Rene !!!

Bardzo rzadko ostatnio uczestniczę w konkursach ale ... na jednym z blogów jest bardzo fajny konkurs :)
Zapraszam i zachęcam do wzięcia udziału :)


http://tusziwanilia.blogspot.com/2013/08/konkurs-toldinki-i-pierre-rene.html


----> to dziś taka odskocznia od codziennych tematów :) bawmy się :)

czwartek, 18 lipca 2013

Życie na zwolnionych obrotach...

         Nigdy w życiu się tak nie bałam jak ostatniej niedzielnej nocy. Dostałam krwotoku z nosa. Pierwszy zatamowałam ale niedługo potem pojawił się drugi z którym nie mogłam sobie dać rady. Nie pomagały żadne sposoby włącznie z zimnymi okładami a krwotok stawał się coraz silniejszy, leciało mi również w buzi :(  Obudziłam córcię, która z przerażeniem na mnie spojrzała, pobiegła jednak po sąsiada i pomagała mi jak mogła, żebym się nie ruszała i nie zalała pół chałupy. Sąsiad szybko się zebrał, ja wsiadłam tak jak stałam w bluzce delikanie pochlapanej krwią i pojechaliśmy na pogotowie. Bagatela tylko 10 km od nas. Nie wzywałam pogotowia bo szczerze mówiąc pomyślałam "-do nosa?  , przecież to tylko nos". Na pogotowiu pani doktor popatrzyła jak na jej podłogę skapuje moja krew z przemoczonego kłębka papieru. Stwierdziła, że leków nie ma, żeby mi dać, wypisała skierowanie do szpitala i skoro jesteśmy zmotoryzowani to kazała nam samym do tego szpitala jechać. Więc w samochód i następne 20-25 kilometrów do wskazanego szpitala. A krew leciała już jak z kranu. W szpitalu na izbie popatrzyli, pokiwali z politowaniem głową i stwierdzili, że nie przyjmą bo oni nie mają dyżuru laryngologicznego. Dodajmy, ze szpital na obrzeżach miasta. Kazali jechać do szpitala w centrum miasta. Pojechaliśmy bo cóż robić? Ja czułam się coraz słabsza, zalewała mnie w dosłownym tego znaczeniu krew. Dojechaliśmy. Weszłam na izbę przyjęć, oczy wszystkich skierowały się na mnie a ja jak sierota. W jednej ręce torebka, w drugiej reklamówka jednorazowa z biedronki w której pełno zwitków przemoczonych krwią. Reklamówka cała we krwi, żadnego suchego miejsca, ja cała we krwi, buzia, bluzka, spodnie, buty, nogi - dość powedzieć kręcą chyba horror. Nawet we włosach krew. Pani pielęgniarka i panowie ratownicy rzucili się mi na pomoc. A ja już ledwo stoję...
  Zaprowadzili mnie na salę chyba pierwszej pomocy, rozebrali ze swetra, położyli, mierzą ciśnienie 90/60 (moje normalne to 120/90) więc jakoś tragedii nie ma. Mierzą ponownie a tu 70/40 a ja odpływam. Spojrzałam na sufit a światło rozlało się na cały sufit, kontury straciły ostrość a ja nie mogłam ruszać żadną kończyną :( dostałam momentalnie kroplówkę. Przyszła pani doktor i mówi "zakładali pani w tamtym szpitalu tamponadę" ja jej na to, że nie. Pani pielęgniarka do pani doktor rzuciła " Pani przywiozła ze sobą pół torby krwi..." Okazało się, ze porobiły mi się takie totalne skrzepy, że wyglądałam jakbym miała już opatrunek wewnątrz nosa, to one chyba mnie uratowały ponieważ zatamowały krwawienie. Pani doktor kazała wydmuchać te skrzepy, więc usiadłam choć w głowie helikoptery, i próbuję dmuchać. Okazuje się to wcale nie takie łatwe :( a pani doktor krzyczy, ja dmucham a w głowie coraz bardzie mi się kręci. Udało się, poleciało trochę krwi, ale na szczęście kran się już naprawił. Pani doktor stwierdziła, ze krwawienia nie widać, a krwotok to pewnie przyczyna skoku ciśnienia lub urazu. Zajęli się mną ratownicy, zawieźli na salę gdzie wykonali szybciutko badanie krwi- hemoglobina spadła do 10. Cały czas byłam monitorowana, kiedy moje ciśnienie podskoczyło do 103/68 zostałam wywieziona na górę, na oddział laryngologiczny gdzie panie pielęgniarki wprowadziły mnie na salę pooperacyją, tam podłączyły mnie do maszyny moniturującej. Trwało to już kilka godzin, na oddziele pojawiłam się koło 5 rano. Po porannym obchodzie, ponieważ ciśnienie wrócło w miarę do normy 119/79 zostałam przewieziona na salę ogólną. Nakaz- leżeć. W poniedziałek nie przeszkadzało mi to zbytnio - bo w przerwach między wymiotami ( zbyt dużo krwi połknęłam) spałam. Podobno krwi się nie trawi, więc organizm musi ją jakoś wydalić. W nocy spałam, we wtorek większość dnia spałam, zapytałam wieczorem pielęgniarkę czy mogę wstać choć do ubikacji. Dostałam nieoficjalne zezwolenie, bo to już druga doba ale tylko do ubikacji. Następnego dnia już dobrze się czułam więc pana profesora przy obchodzie zapytałam czy mogę powoli wstawać, pozwolił, tylko zastrzegł, że muszę bardzo dużo wypoczywać. W czwartek (czyli wczoraj) ponieważ nic się nie działo zostałam wypisana do domu. Pytałam lekarzy o moje badania to stwierdzili, że wartości mam trochę zaniżone ale na tyle zadowolające, że mogę wyjść. Kiedy wypis miałam już w ręku zapytałam panią doktor, czy wiedzą co mi się stało. Jej odpowiedź trochę mnie zaskoczyła "Nie mamy zielonego pojęcia..." hmmmmmmmmm fakt, oprócz badań krwi nie miałam żadnych innych badań "... najprawdopodobniej przesiliła się pani po operacji i pękło jedno z naczynek krwionośnych w nosie, teraz powinna pani zgłosić się na kontrolę do lekarza, który panią operował..." - nie za wiele mi wyjaśniła. Mam nakazane, dużo wypoczywać, nie schylać głowy, żadnych gorących kąpieli, żadnych słoneczych, żadnego sportu, basenu, wysiłków - krótko mówiąc prawie same zakazy. Zalecenia jak po operacji zatok którą miałam równo miesiąc wcześniej. 15 czerwca miałam operację wycięcia polipa, udrożnienia przejścia między zatokami i prostowanie przegrody nosa. Lekarze podejrzewają, ze właśnie przyczyną mogła być jakaś nie zagojona ranka po tej właśnie operacji.
  Czytam nie raz, nie dwa o sytułacjach kiedy ludzie z poważnymi urazami są odsyłani od jednego szpitala do drugiego, w życiu nie przyszło by mi do głowy, że będę kiedyś jednym z takich przypadków.
  Pomijając całą tą historię moje przemyślenie jest takie, my kobiety stajemy na głowie, żeby w domu wszystko było ok, nawet kiedy nie zawsze dobrze się czujemy. Fakt ostatnio czułam się przemęczona, no i to moje podejście ... no jak to? ja mam leżeć jak trzeba sprzątać?
   Czasami jednak trzeba zacząć żyć na zwolnionych obrotach, słuchać lekarzy, każą leżeć - leżeć, bo potem obroty zwalniają za Ciebie. Muszę się nauczyć, że mam leżeć, a moje obowiązki mają przejąć inni domownicy, muszę to zrobić dla siebie i dla nich. Nie chcę aby taka sytuacja się powtórzyła.
  A horror niedzielnej nocy zaczął się od tego, ze zaczęłam kichać... i polała się krew